Dlaczego dieta nie pomaga?
Moja historia, która opowiada o tym, jak przez lata zmagałem się z nadwagą i jak w pewnym momencie znalazłem się o krok od otyłości, zaczęła się mniej więcej 10 lat temu.
Chcę Ci opowiedzieć nie tylko o tym, jak schudłem 20 kilogramów, ale przede wszystkim o drodze, która doprowadziła mnie do zrozumienia własnych problemów i trwałej zmiany. Ta historia jest podzielona na etapy – etapy mojego życia na przestrzeni niemal 30 lat. Jednak proces poszukiwania odpowiedzi i próba zrozumienia, co tak naprawdę stoi za moją nadwagą, rozpoczęły się około 10 lat temu. To właśnie wtedy po raz pierwszy zatrzymałem się i zadałem sobie pytanie: co jest nie tak?
Musisz wiedzieć, że w rekordowym momencie swojego życia ważyłem niespełna 120 kilogramów przy wzroście 193 cm. Dla niektórych może nie wydawać się to aż tak dużo, ale ja doskonale pamiętam, jak się wtedy czułem. Byłem zmęczony, przytłoczony i coraz bardziej niezadowolony z własnego wyglądu. Prawda jest taka, że odkąd sięgam pamięcią, miałem problem z wagą. Nigdy nie czułem się w swoim ciele w pełni swobodnie. To wszystko mnie przytłaczało, a jednocześnie nie rozumiałem, dlaczego tak się dzieje. Do dziś pamiętam, jak stałem przed lustrem w domu rodzinnym i przyglądałem się swojej twarzy. Widziałem okrągłe policzki i miałem poczucie, że wyglądam inaczej niż większość moich rówieśników. Jestem jakiś spuchnięty, brzuch wisi, co jest?
Później szedłem do szkoły i niemal każdego dnia słyszałem od starszych kolegów, a czasem nawet od osób w moim wieku jedno słowo – „pączek”. Tak, „pączek” chodził za mną wiele wiele lat. Może wydawać się, że to tylko niewinne dziecięce żarty. Jednak dla dziecka wychowującego się w małej miejscowości na Mazurach takie słowa potrafią zostawić ślad na bardzo długo. Z czasem zaczynasz wierzyć w etykiety, które przypinają Ci inni. Dzisiaj wiem, że te doświadczenia miały ogromny wpływ na moje poczucie własnej wartości i relację z jedzeniem. Niektóre ich skutki odczuwam nawet teraz, wiele, wile lat później. Zacznijmy jednak od początku.
Cukrowa masakra
Tak, dzieciństwo to okres, który dzisiaj nazywam „cukrową masakrą”. Na wstępie chciałbym powiedzieć jedną ważną rzecz. Mam ogromny szacunek do swoich Rodziców. Wychowali mnie najlepiej, jak potrafili, wykorzystując wiedzę i możliwości, które mieli na tamten czas. Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek obwiniać. Wręcz przeciwnie – chcę pokazać, jak wyglądała rzeczywistość, w której dorastałem.
Spróbuj wyobrazić sobie Polskę końca lat 80. Na sklepowych półkach często brakowało podstawowych produktów. Jeśli jesteś młodszym czytelnikiem, może być Ci trudno uwierzyć, że wejście do sklepu i zobaczenie niemal pustych półek było czymś normalnym. Dzisiaj mamy problem z wyborem spośród setek produktów. Wtedy problemem było to, że nie było czego wybierać.
Mój Tata, jak wielu Polaków w tamtym okresie, wyjechał do Niemiec, żeby zarobić pieniądze i poprawić sytuację naszej rodziny. Nikt nie chciał żyć w biedzie, a praca za granicą była dla wielu osób szansą na lepsze jutro. Nie było wtedy komórek, komunikatorów ani tanich połączeń międzynarodowych. Kontakt był bardzo ograniczony. Czekało się na list. Później pojawiły się rozmowy telefoniczne, ale nadal były rzadkością. Pamiętam bardzo dokładnie, jak wypatrywałem kolejnych listów. Byłem ciekawy, co dzieje się w tym innym świecie. Dla mnie Niemcy wydawały się wtedy czymś niemal nieosiągalnym. Inną rzeczywistością. Szerokie drogi, pełne sklepy, supermarkety uginające się od towarów. Dzisiaj brzmi to zwyczajnie, ale wtedy robiło ogromne wrażenie. Czas odmierzało się nieco inaczej. Od świąt do świąt. Od przyjazdu do przyjazdu.
Kiedy zbliżało się Boże Narodzenie albo Wielkanoc, wszyscy czekaliśmy na Tatę z ogromną niecierpliwością. Sprzątaliśmy dom, przygotowywaliśmy wszystko na powrót. Po wielu tygodniach rozłąki znów byliśmy razem. Krótka ulga.
Tutaj pojawia się bardzo ważny element tej historii. Wyobraź sobie ogromną torbę podróżną. Naprawdę ogromną. Teraz wyobraź sobie, że jest wypełniona po brzegi słodyczami. Czekolady, batoniki, wafelki, cukierki, soki, ciasteczka. Wszystko, czego wtedy praktycznie nie dało się kupić na co dzień (chyba, że w PEWEXIE za dolary). Czasami takich toreb były nawet dwie, rozumiesz skalę? Dla dziecka był to raj.
Teraz z perspektywy czasu patrzę na to nieco inaczej i wiem, że to był początek mojego problemu. Zawartość tych toreb znikała błyskawicznie. Tydzień, może dwa i nie zostawało praktycznie nic. W tamtym czasie nikt się nad tym nie zastanawiał, po prostu dziecko się cieszyło. Nie mówiąc z jaką ilością cukru ten młody mały organizm musiał sobie poradzić. Była radość, bo pojawiało się coś wyjątkowego i to się liczyło, jako rekompensata za te miesiące rozłąki, tak to widzę.
Problem polegał na tym, że nigdy nie nauczyłem się umiaru, zresztą czy tak naprawdę można nauczyć się jeść słodycze z umiarem? Słodycze nie były dla mnie dodatkiem do diety. Stały się jej stałym elementem. Jadłem je rano, po południu i wieczorem. Im byłem starszy, tym bardziej utrwalałem ten schemat. Nikt wtedy nie myślał w ogóle o uzależnieniu od cukru, o budowaniu nawyków żywieniowych czy o konsekwencjach zdrowotnych, które mogą pojawić się wiele lat później.
Patrząc z perspektywy czasu, widzę wyraźnie, jak krok po kroku budowałem swoją nadwagę, sukcesywnie. To był proces rozłożony na wiele lat. Kilogram po kilogramie. Rok po roku. Hej, jadłem słodycze, trudno było oczekiwać innego rezultatu. Problem nie polegał jednak wyłącznie na wadze. Znacznie większym problemem było to, że już jako dziecko zacząłem budować relację z jedzeniem, której konsekwencje odczuwałem jeszcze przez wiele kolejnych lat i czego skutki można było dostrzec bardzo dotkliwie i wyraźnie. Niestety. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Byłem po prostu dzieckiem, które cieszyło się na kolejną czekoladę wyciągniętą z torby przywiezionej przez Tatę. Nie miałem pojęcia, że te małe codzienne decyzje będą miały wpływ na moje zdrowie, samoocenę i życie przez następne kilkanaście lat.
Lawina absurdów
Zastanawiam się, jakim cudem funkcjonowałem w taki sposób przez tyle czasu. Moja nadwaga nie tylko nie znikała, ale z roku na rok stawała się coraz większym problemem. Jednocześnie coraz gorzej radziłem sobie z nauką.
Wtedy wydawało mi się, że po prostu taki jestem. Dzisiaj wiem, że wiele moich codziennych nawyków nie pomagało mi ani w utrzymaniu zdrowia, ani w skupieniu. Każda dłuższa przerwa dnia szkoły średniej oznaczała niemal obowiązkową wycieczkę do pobliskiej piekarni. Kupowałem to, co lubiłem najbardziej – słodkie bułki z serem, pączki, rurki z kremem i wszystko inne, co akurat wpadło mi w ręce, chwilę później przychodziła senność. Brak koncentracji. Brak chęci do czegokolwiek. Pamiętam jak dzisiaj lekcje, podczas których marzyłem tylko o tym, żeby się położyć. Tak wyglądała moja codzienność przez wiele lat, no absurd.
Jednocześnie coraz bardziej odczuwałem konsekwencje swojej wagi. Nadal zdarzały się docinki ze strony rówieśników ale na inną skalę - niestety większą. Najczęściej dotyczyły mojego brzucha albo okrągłej twarzy, która od dzieciństwa była moim największym kompleksem. Szczególnie trudno wspominam wyjścia na basen. Dla wielu osób była to zwykła forma spędzania czasu. Dla mnie oznaczało to konieczność pokazania swojego ciała i zmierzenia się z własnym wstydem. Zawsze miałem wrażenie, że wszyscy patrzą właśnie na mnie. Tak mijały kolejne miesiące i lata. Nadwaga postępowała, pewność siebie malała, a ja coraz bardziej zamykałem się w sobie.
Mimo wszystko Walczyłem i dotarłem do matury. Nie była to spektakularna droga usłana sukcesami, ale dotarłem do celu. Zdałem maturę i poszedłem na studia.
Przemiana
Okres studiów nazywam dzisiaj „przemianą”. Nie dlatego, że nagle schudłem i rozwiązałem wszystkie swoje problemy. Wręcz przeciwnie. To był moment, w którym po raz pierwszy zacząłem naprawdę szukać odpowiedzi. Coraz częściej zastanawiałem się, co tak naprawdę dzieje się w moim organiźmie. Dlaczego mimo kolejnych prób moja waga uparcie utrzymywała się w okolicach 120 kilogramów a jak coś spadło to z powrotem nieubłaganie waga wzrastała.
Zacząłem bardzo intensywnie czytać, szukać informacji i poznawać procesy zachodzące w ludzkim ciele. Na tamten czas moja wiedza była jeszcze bardzo powierzchowna. W tamtym czasie wydawało mi się na przykład, że jedna pizza 40 cm tygodniowo nie zrobi większej różnicy (!), nie rozumiałem też, jak ogromny problem mam z kontrolowaniem tego, co jem i ile.
Bywały sytuacje, które dzisiaj wydają mi się wręcz niedorzeczne. Pamiętam dzień, kiedy w ciągu kilku godzin zjadłem pół reklamówki słodyczy. Nie zastanawiałem się wtedy nad konsekwencjami. Przez myśl mi nie przeszło dlaczego mam tak ogromną ochotę na słodkie i czemu tak trudno mi przestać. Przez długi czas obwiniałem siebie. Wydawało mi się, że brakuje mi charakteru albo silnej woli, czy nawet witamin. Brednie, brednie i jeszcze raz brednie!
Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej, z poziomu wiedzy o ogromnej pracy jaka za mną. Nie mogłem się za to winić, bo zwyczajnie nie miałem wiedzy, która pozwoliłaby mi zrozumieć, co naprawdę się dzieje. Drążyłem dalej. Za każdym razem, gdy stawałem na wadze i widziałem niemal 120 kilogramów, zadawałem sobie to samo pytanie: „Co jest ze mną nie tak?” Powoli zacząłem dochodzić do wniosku, że problem nie leży tam, gdzie wszyscy kazali mi szukać.
Powiem teraz coś, co wielu osobom może się nie spodobać. Już od dawna wiemy jako ludzkość, że problem nie sprowadza się do kalorii. Mnie przez lata uczono, że wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać. Liczyć kalorie, pilnować deficytu i wszystko samo się ułoży i koniec teorii, bo moje doświadczenia mówiły mi coś zupełnie innego.
Im więcej czytałem, tym częściej trafiałem na informacje dotyczące insuliny, wpływu cukru na organizm oraz mechanizmów odpowiedzialnych za głód i sytość. Zacząłem dostrzegać, że być może przez całe życie skupiałem się na skutkach, a nie na przyczynie problemu. To nie czas by teraz wchodzić głęboko w ten temat, bo poświęcę mu osobny artykuł. Powiem tylko tyle, że wtedy po raz pierwszy zacząłem podejrzewać, iż odpowiedzią nie jest liczenie kalorii, lecz zrozumienie procesów hormonalnych zachodzących w organiźmie.
Mimo zdobywanej wiedzy nadal nie potrafiłem skutecznie rozwiązać swojego problemu. Wiedziałem już więcej niż kiedykolwiek, ale wciąż za mało, żeby samodzielnie wyjść z błędnego koła. Po ukończeniu studiów i rozpoczęciu pierwszej pracy postanowiłem więc zrobić kolejny krok. Skoro sam nie potrafiłem znaleźć rozwiązania, uznałem, że powinienem skorzystać z pomocy specjalisty. Szedłem na tę wizytę pełen nadziei. Wierzyłem, że ktoś wreszcie pokaże mi właściwy kierunek, że w końcu poczuję się lekko, że odzyskam kontrolę nad własnym życiem i że pewnego dnia zobaczę na wadze upragnione 90 kilogramów.
Absurd dietetyczny
Tak, absurd dietetyczny - tak mogę nazwać ten rozdział swojego życia. Moja pierwsza dieta obejmowała deficyt kaloryczny (wiadomo) i uwaga 5-6 posiłków dziennie, pełno węgli makaronów i chleba (tu na marginesie trzeba wspomnieć o tym, że wtedy intensywnie zacząłem jeździć na rowerze, wyprawy czasem po 75 km więc chyba ruch miałem, prawda?
Pieniądze co tydzień leciały za przygotowanie jadłospisu wręcz strumieniami. Waga spadła, wielkie wow - to działa pomyślałem. Przyszedł dzień, w którym zabaczyłem na wadze liczbę dwucyfrową myślałem że oszaleję z radości. To było niemożliwe euforia mam na wadze 97 kg. Radość trwała dwa tygodnie, 97 kg i koniec. Co zrobiłem? Oczywiście zwróciłem się o poradę do dietetyka, z którym współpracowałem, jaki był efekt? Został zwiększony deficyt tych wspaniałych kalorii oraz zalecenia ruszać się więcej (mam przepraszam robić 200 km rowerem?). Co niniejszym jak żołnierz wykonałem rozkaz.
Tydzień, nic, drugi tydzień nic waga ani drgnie, w trzecim tygodniu mimo diety zacząłem przybierać na wadze znowu byłem na drodze do wagi początkowej. Po kilku miesiącach na wadze znowu pojawiło się 110-115 kg. Stwierdziłem, że to nie ma sensu, przyczyna leży gdzie indziej. Wszystko czego się nauczyłem, zacząłem modyfikować na własne potrzeby. Trzymałem porcje, ten sławny deficyt, liczyłem wszystko co do grama - to była obsesja. Generalnie jadłem zdrowo ale waga nie spadała. Zawsze trzymała się powyżej 110 kg. Jestem grubej kości stwierdziłem - tak chyba ma być, wycofałem się na jakiś czas.
W kolejnym roku, waga zaczęła mi przeszkadzać znowu, podjąłem kolejną próbę, uzbrojony tym razem w aplikację online. To było lepsze rozwiązanie jak dla mnie, bo miałem do wyboru różne typy diet i można było sobie wybierać między standardową, LOW IG, czy nawet można było chudnąć na MackDonalds. Tak czy inaczej efekt był ten sam. Z tego co pamiętam, przy tej próbie, waga nie spadła mi nawet poniżej 100 kg. Oczywiście oznaczało to ciągłe stanie przy garach. Pięć, sześć posiłków dziennie było świętością. Muszę jeść bo rozwalę sobie metabolizm - tak mi mówili. Doszło nawet do tego, że ustawiałem budzik na sobotni poranek, żeby nie przespać śniadania albo brałem dwojaki żeby zjeść zupę na rowerze. Punkt o godzinie 8:00 czekała na mnie obowiązkowa owsianka z bananem, rodzynkami, chudym mlekiem i oczywiście łyżeczką erytrytolu.
Dzisiaj wspominam to z uśmiechem, ale wtedy traktowałem takie zalecenia niemal jak religię, tylko że mimo całej tej dyscypliny waga nadal nie chciała współpracować, schodziła nieznacznie a po chwili wracała do poprzednich wartości. Coraz częściej pojawiała się frustracja i pytanie, czy przypadkiem znowu nie szukam rozwiązania w niewłaściwym miejscu. Byłem zmęczony. Postanowiłem spróbować jeszcze raz. Umówiłem się do kolejnego dietetyka.
To było dla mnie cudowne odkrycie, trzy posiłki dziennie z sześciu to było coś, wielka zmiana wielkie efekty - dodatkowo nie trzeba było liczyć kalorii. Z tego okresu swojego życia pamiętam absurdalnie wielkie porcje, bo musiałem jakoś wepchać w siebie te 2600 kalorii, czasami aż wypadało z talerza. Rzecz jasna błonnik przy każdej wizycie (wyglądał jak śruta), ciasteczka, jakiś wyciągów z gorzkiej pomarańczy musiały lądować w torebce za 250 zł.
Walczymy słyszałem co tydzień ale waga spadła do pewnego poziomu i znowu scenariusz się powtórzył. Stop. Byłem bliski załamania i tak przechodziłem kolejny rok myśląc że jestem grubej kości i że tak ma być. Straciłem nadzieję na to, że jeszcze kiedyś zobaczę wagę dwucyfrową, która się utrzyma.
Punkty zwrotne
Kiedy wielcy tego świata dietetycy nie mogli poradzić sobie z moją wagą, postanowiłem udać się do endokrynologa, ponieważ dowiedziałem się gdzieś, że tarczyca może być przyczyną moich problemów z wagą. Szukali, szukali i jak się domyślasz - znaleźli.
Pierwsza wizyta z USG tarczycy skończyła się Ozempikiem i Letroxem. Wyszedłem od lekarza popatrzyłem na to wszystko i pamiętam jak dziś, Ozempik, serio dla mnie? Coś mi tu nie pasowało. Zapaliła mi się w głowie czerwona lampka a przynajmniej żółta, naprawdę było dużo pytań bez odpowiedzi i coś mi się w tym wszystkim dalej nie zgadzało.
Przyznać trzeba jednak, że dzięki tej wizycie zmieniłem punkt spojrzenia i zrozumiałem, że nikt mi nie pomoże, jestem w tym sam. Dzień czy dwa później zrobiłem listę pytań i zacząłem szukać odpowiedzi, co najważniejsze zacząłem zadawać kolejne pytania, lista rosła.
Znalezienie odpowiedzi na pytanie dlaczego co chwilę tyje łącznie zajęło mi 10 lat, zrozumienie mechanizmów rządzących, sterujących w organiźmie, zdobycie wiedzy o metaboliźmie, zrozumienie, że lata zaniedbań żywieniowych naprawia się w perspektywie długofalowej a nie w dwa miesiące, zajęło mi prawie dwa lata.
Dzisiaj chcę przekazać to doświadczenie Tobie. I wiesz co? Nie ma tutaj żadnego haczyka. Przez lata popełniałem błędy, szukałem odpowiedzi, testowałem różne rozwiązania, czytałem badania i próbowałem zrozumieć, dlaczego mimo ogromnego wysiłku nie potrafiłem skutecznie poradzić sobie z nadwagą. Przyznaj, to była długa droga. Setki godzin czytania, analizowania i wyciągania wniosków. Wiedza, którą zdobywałem przez lata, nie zawsze była uporządkowana. Właśnie dlatego powstało ketFlo 90 (90 dni nauki i przemiany, przygotowania Cię do samodzielności). Chcę to wszystko przekazać w prosty, uporządkowany sposób non profit.
Na początek przygotowałem również bezpłatne narzędzie do analizy nawyków żywieniowych. Nawet jeśli nie planujesz w tej chwili żadnych zmian, możesz potraktować ten raport jako okazję do spojrzenia na swoje odżywianie, czy nawyki z innej perspektywy. Czasami chłodne spojrzenie z boku pozwala dostrzec rzeczy, których sami często nie zauważamy.
Wiedzy na temat odżywiania, insuliny i procesów zachodzących w organiźmie jest naprawdę dużo i nie da się zamknąć jej w jednym artykule. Jeśli jednak miałbym odpowiedzieć jednym zdaniem na pytanie zawarte w tytule, odpowiedź brzmiałaby następująco: zrozumiałem, czym jest insulina i jak ogromny wpływ może mieć na sposób, w jaki funkcjonuje organizm.
Kiedy nauczyłem się ją kontrolować, zacząłem patrzeć na odżywianie zupełnie inaczej. Wiele rzeczy, które wcześniej wydawały mi się skomplikowane, nagle zaczęły mieć sens. Nie oczekuję, że uwierzysz mi na słowo. Zachęcam Cię do sprawdzania mnie, zadawania pytań i wyciągania własnych wniosków. Ja swoją drogę już przeszedłem, Ty musisz znaleźć swoją i wiesz co? Utrata kilogramów to dopiero połowa drogi. Okazuje się, że wagę jeszcze trzeba utrzymać, bo nie wszystko jest takie oczywiste. Teraz decyzja należy do Ciebie, w którą stronę pójdziesz?

Bezpłatne Narzędzia
- 1. Spersonalizowany Audyt Posiłków → Zaloguj się i przejdź do sekcji Pomoc -> Narzędzia. Otrzymasz raport ze swoich nawyków żywieniowych.
-
- 2. Mapa .pdf z listą 50 produktów do unikania →Poniżej do pobrania masz listę produktów, które blokują Twoje starania z redukcją wagi.
Bibliografia i Źródła Naukowe
- Ross R., Janssen I., Physical activity, total and regional obesity: dose-response considerations. Med Sci Sports Exerc. Czerwiec 2001; 33(6 Suppl):S521–527.
- Church T. S., Martin C. K., Thompson A. M., Earnest C. P., Mikus C. R. i in., Changes in weight, waist circumference and compensatory responses with different doses of exercise among sedentary, overweight postmenopausal women. PLoS ONE. 2009; 4(2):e4515. doi:10.1371/journal.pone.0004515. Czytane 6 kwietnia 2015.
- Donnelly J. E., Honnas J. J., Smith B. K., Mayo M. S., Gibson C. A., Sullivan D. K., Lee J., Hermann S. D., Lambourne K., Washburn R. A., Aerobic exercise alone results in clinically significant weight loss: Midwest Exercise Trial 2. Obesity (Silver Spring). PubMed. Marzec 2013; 21(3):e219–28. doi:10.1002/oby.20145. Czytane 6 kwietnia 2015.
Do pobrania